Kilka lat temu niezwykle modne były spodnie legginsy. Przypominam tym, którzy tego nie pamiętają, iż podstawową ich cechą było dokładne obciskanie łydek i ud. Podobną konstrukcję mają bryczesy, spodnie przeznaczone do jazdy konnej. Ale w odróżnieniu od legginsów, charakteryzują się tym, iż są uszyte z mocniejszego materiału, odpornego na ścieranie, oraz mają wszyte specjalne wkładki, chroniące w kroku od obtarć, na styku z siodłem jeździeckim. Wprawdzie kowboje jeździli zazwyczaj w protoplastach dzisiejszych dżinsów, ale – co tu dużo ukrywać – byli oni pastuchami, a jazda sportowa lub rekreacyjna ma inne prawa i panuje to specyficzna moda. Nie wyobrażam sobie aby jakaś amazonka wybrała się na przejażdżkę w stroju do tenisa lub wieczorowej kreacji. To ostatnie praktykowane było w osiemnastym i dziewiętnastym wieku, ale ze względów praktycznych odeszło do lamusa historii.
Bryczesów nie kupimy w hipermarkecie – w każdym razie ja ich nie spotkałem – lecz w specjalistycznych sklepach jeździeckich. Powinno to dawać gwarancję, iż nie spotka nas niespodzianka, iż po kilkukrotnym użyciu bryczesy nie rozlecą się nam lub przy schyleniu nie pokażemy niechcący światu wstydliwej części naszego ciała. A tak się często zdarza w przypadku rzeczy kupowanych za przysłowiowe 19,99, pochodzących z Chin. Jeżeli już bowiem zainwestowaliśmy w konia i sprzęt jeździecki, to nie żałujmy dodatkowych pieniędzy na strój odpowiadający dla jeźdźca.



