Za dwie godziny wyjdę z pracy i wsiądę do czerwonej maszyny, aby przejechać się po zatłoczonych ulicach wielkiego miasta. Gdy już się z niego wydostanę i przejadę przez „żółtą falę”, ruszę samochodem międzymiastową w kierunku domu. Całe pół godziny jazdy z dużą prędkością. Jeśli po drodze nie pojadą wielkie ciężarówki, małe fiaty, ciągniki i panowie w kapeluszach. Dojadę do domu, gdy już będzie całkiem ciemno i zimno, ale i tak sobie chwalę. Zdobyte prawo jazdy Katowice są jednym z najcenniejszych dokumentów jakie posiadam. Instruktor mówił kiedyś, gdy wkręcałem się samochodem między słupki i tyczki, że gdy się już tego nauczę i kupię swój pierwszy samochód, tak mi się spodoba, że z dużego pokoju do sypialni będę chciał podjeżdżać autem. Miał rację. Prowadzenie auta jest nie tylko przyjemne. Codzienne dojazdy do pracy środkami publicznej komunikacji zajmowałoby mi jakieś 3 godziny. Powrót nieco dłużej z racji wzmożonego ruchu i gorszych połączeń i przesiadek. Tymczasem nauka jazdy Katowice owocuje każdego dnia tym, że w 3 godziny pokonuję drogę w obie strony. Oszczędność czasu jest ogromna. Nauka nie poszła w las, a osiągnięta niezależność jest równie piękna jak sama jazda dwustu konnym pojazdem. Cud, miód i orzeszki.