SZKOŁA BŁAZNÓW Michel de Ghelderode

Spektakl wielokrotnie wystawiany na deskach teatrów na całym świecie. Zawsze cieszył się ogromną życzliwością, niezależnie od miejsca, w którym był wystawiany. Czy to Teatr Powszechny w Warszawie czy inny warszawski teatr, zawsze był ciepło przyjmowany.

Rzecz dzieje się w gotyckim klasztorze. Dziwny to klasztor, bo zamiast mnichów czy duchownych są błazny. Mistrzem zakonu jest Szalej – nauczyciel wszystkich błaznów. A głównym „dowodzącym” wśród błaznów i ich przewodnikiem jest Onastryk.

Onastryk poucza błazny i mówi im, że błazny są szlachetnego rodu, że są równi królom. Trochę to analogiczne do narodu wybranego – błazny są jak naród wybrany, uciskany i wyśmiewany, a równy panom. Onastryk opowiada błaznom o ich Mistrzu Szaleju – że służył w Eskurialu na dworze u króla Hiszpanii Filipa, że w żyłach Szaleja płynie szlachecka krew, bo był (był bo umarła) ojcem najpiękniejszej damy na dworze hiszpańskim. Szalej ma wkrótce odejść, zakończyć nauczanie w klasztorze błaznów.

Potem następuje rozmowa Onastryka z Szalejem, w której O. sławi mistrza nad niebiosa. Szalej wygłasza natomiast kazanie, w którym rozprawia o duszy błaznów, a potem mówi: „Zabijecie mnie tej nocy, ukamienujecie przed swoim odejściem. Potrafiłbym się obronić, ale mnie wcale nie trwożą wasze zasadzki.” Potem: „Myślicie, żeście nauczyli się już wszystkiego? Tak, wszystkiego, oprócz sekretu mojej sztuki, wielkiej sztuki!…” A potem jeszcze zadaje pytanie „Alboż ja jestem z tego świata?”. Cała ta przemowa i stosunek Szaleja i błaznów przypomina Chrystusa i jego uczniów. Przemowa o zdradzie przywodzi na myśl Judasza. Skojarzenie błaznów z apostołami przywodzi na myśl jeszcze jeden fragment. Onastryk mówi do błaznów: „Jednakowoż wszyscy jesteście naznaczeni. Będziecie błaznować i czy wybierzecie epigram, czy pierdniecie, pozostaniecie błaznującymi błaznami, którzy wzięli na siebie ciężki apostolat zabawiania ludzi”. Zabawianie ma tu taki wydźwięk jak „zbawianie” czyli „odpuszczanie grzechów”. Przypomina się fragment Ewangelii: „Komu odpuścicie grzechy, temu będą odposzczone, a komu zatrzymacie, będą zatrzymane”. Błaznowanie traktowane jest jak POSŁANNICTWO, jak służba niemal święta, o roli błazna opowiada się tu z namaszczeniem i pietyzmem.

Odbywa się uroczystość pożegnalna dla Szaleja. Szalej wchodzi ubrany „wyłącznie w biel i czerń – tak, że wyglądem przypomina ludzi Kościoła”. Głównym punktem pożegnania jest niespodzianka – przedstawienie odegrane przez dwóch błaznów przed Szalejem. Ma to być pokaz sztuki błazeńskiej (sztuka błazeńska rozumiana jest tu jako sztuka aktorska). Błazny odgrywają prawdziwą historię, która wydarzyła się Szalejowi, gdy był na dworze w Eskurialu.

Rozgrywa się teatr w teatrze. Spektakl pod tytułem „Noc w Eskurialu”. A oto, o czym:

Przed drzwiami alkowy Szalej II (grany przez jednego z błaznów – Licodwyna) czeka aby wejść i posiąść nowa zaślubioną Honorandę (graną przez błazna Ciarkuta). (UWAGA: Szalej II to mąż córki Szaleja – mistrza zakonu. Bo ja się na początku zakręciłam i myślałam, ze to ci sami goście. Szalej i Szalej II to różne postaci.) Czeka i czeka, a ona go ani nie woła, ani nie reaguje na jego wołanie. W końcu wchodzi i chce się dobrać do żonki, ale ta mu odmawia. Ma na ciele włosiennice (to taki szorstki materiał noszony na gołe ciało w celu umartwienia) i ma zamiar pokutować. Poświęciła bowiem serce Infantowi Don Carlosowi, ale on ją odrzucił. Honoranda z zemsty na Infancie postanowiła wyjść za Szaleja II, ale Don nic sobie z tego nie zrobił. Honoranda chce, by Szalej pozostawił czyste tak jej serce, jak i ciało. Ale honor każe Szalejowi II zabić Honorandę, więc zamierza się na nią ze sztyletem i…

… wtedy Szalej wskakuje na scenę, atakuje Licodwyna, obejmuje Ciarkuta, ale po chwili uświadamia sobie, że Ciarkut to Ciarkut a nie Honoranda, rozrzuca elementy scenografii pełen furii. Błazny klaszczą pełni podziwu dla sztuki aktorskiej L. i C. Ale Szalej mówi: „Nie winszuję wam – mieliście się za tragików, a wzbudziliście śmiechy, chcieliście mnie zdruzgotać, a przywróciliście mi siłę za życia, niezła impreza!”. Szalej nagle postanawia kontynuować swoje posłannictwo i nauczanie w zakonie. Sztuka błazeńska, to że poddał się iluzji i moc iluzji tak bardzo na niego podziałała, przywróciła go do życia.

Ale najpierw postanawia opowiedzieć błaznom historię Honoraty do końca. Otóż po owym nieszczęściu Szalej dostał list od króla Filipa wraz z dwoma maskami pośmiertnymi – Honorandy i Szaleja II, którego stracono.

Szalej zarządza mszę za umarłych. Msza ma postać teatralnego rytuału, Licodwyn i Ciarkut przywdziewają pośmiertne maski Szaleja II i Honoraty i zostają zamknięci w katafalku. Szalej chodzi i smaga wszystkich biczem. I wtedy pada sakramentalna dla sztuki kwestia: „Słuchajcie swojego starego mistrza. Zaprawdę powiadam wam… Sekretem naszej sztuki wielkiej sztuki, która chce trwać jest O-KRU-CIEŃSTWO.” (Artaud??)

Ta sakramentalna kwestia to pogląd Ghelderode na teatr. Ghelderode komentuje to tak: „Okrucieństwo to tyle co rzeczywistość, obraz dokładny i bez kłamstwa. Przykład: okrutny jest Rembrandt malujący mięso. Inny przykład: okrutny jest Goya malujący portrety królewskie. Goya nie kłamał, był okrutny.” Czyli, innymi słowy, u Ghelderode, chodzi pewnie o pokazywanie prawdy pełnej, prawdy pod lupą, prawdy w każdym szczególe. Jak to się ma do sztuki błazeńskiej-aktorskiej? Chyba tak, że gra w teatrze G. nie polega na dystansie ani udawaniu. Ale nie polega też na naśladowaniu rzeczywistości 1:1. Polega na takim stopniu wiary i poddaniu się iluzji, by doszło do autentycznych, silnych emocji. Na tym, by zarzucić niewiarę, ale bez względu na to, czy wydarzenia są prawdopodobne czy nie. Nie wierzymy w klasztor pełen błaznów. Ale to nie znaczy, że nie możemy odczuć przerażenia i rozbawienia jednocześnie na widok dwóch błaznów w pośmiertnych maskach próbujących wydostać się z katafalku…

…Ale to tylko moja interpretacja. Czytając ją nie powinniście zarzucać niewiary