NLP

Najlepsi Trenerzy NLP

Wiem, że lęk jest najbardziej destrukcyjną przeszkodą do realizacji siebie. Zalękniony człowiek cierpi na paraliż woli, spadek aktywności, niewiarę w wygraną,
pogłębiającą się nieśmiałość w kontaktach z innymi, pesymizm i samoobronne naśladowanie zastanych form życia, myślenia, pracy. W efekcie dołącza do rzeszy konformistów, którzy potrafią zablokować wiele radosnych i twórczych pomysłów, uziemić wspaniałe dzieła lub przynajmniej (gdy nie można inaczej) zdeformować to, co nowe i konstruktywne.
Dla mnie takim lustrem okazało się NLP, gdyż zatrzymało mnie w „tu i teraz”. Pozwoliło oswoić swój lęk, poznać jego źródło (reimprinting) i podjąć świadomą walkę z nim. Otworzyło przede mną „wrota samopoznania”. Ukrywana zbyt długo prawda
o zduszonych ideałach, o pogrzebanych marzeniach, o planach, pukała przecież od czasu do czasu do mojego serca i umysłu, sygnalizując ciągłą możliwość realizacji.
Czekała, czekała, czekała….
Nie chodzi mi tu jednak o niedojrzałość przekory polegającej na „buncie dla buntu” – bez głębszej motywacji. Trzeba bowiem odróżnić dziecięcą potrzebę zasygnalizowania swej odrębności osobowej przez odruchowe „nie”, nawet w sytuacjach przez nas akceptowanych (kontrsugestywność) , od dorosłego, świadomego sprzeciwu wobec obcych nam wzorców. Samopoznanie bowiem ma na celu dotarcie oraz wsłuchanie się w wewnętrzne i specyficzne nasze pragnienia.
Myślę, że wszelkie procesy, jakie proponuje nam NLP (jak np. Ścieżka Diltsa, reimprinting, wizualizacje i wiele innych) służą właśnie owemu wejściu w głąb siebie, żeby stamtąd, nie z zewnątrz, czerpać wiedzę o naszej autentycznej drodze urzeczywistnienia siebie w świecie i wśród ludzi. Może zdarzyć się i tak, że to urzeczywistnienie polegać będzie właśnie na całkowicie przyjaznym i twórczym przyjęciu zastanych form i już wydeptanych ścieżek. Ale wówczas poczujemy to po prostu sobą. Będzie nam dobrze. Będziemy się potrafili cieszyć życiem w jego mądrej zwyczajności, zgodnej z rytmem natury i szarej tylko dla tych, co jeszcze nie widzą wszystkich kolorów pozornej szarości. Bywają tacy ludzie. Wart czasem przy nich przystanąć jak przy oazie – dla ochłody z gorączki nierozpoznanego zamętu. Tacy ludzie nie stanowią problemu. Problemem są zagubieni, osaczeni lękami, pełni kompleksów, wewnętrznych burz; ludzie, którzy mają ciągłe uczucie życia w niezgodzie z sobą.
I głównie o nich jest ta praca. O takich jak ja.
Ja byłam takim problemem. Sama dla siebie i dla innych. Byłam swoim największym wrogiem. NLP pozwoliło mi uświadomić to sobie. Ta świadomość wyzwoliła we mnie potrzebę zmiany. Wtedy dopiero tak naprawdę zapragnęłam zanurzyć się w NLP. Nadszedł po prostu taki poranek, kiedy lęk zastąpiła ciekawość, kiedy postanowiłam się do NLP zbliżyć, szpiegować jego kroki, iść w stronę nieznanej mi dotąd krainy, bawić się w odkrywcę. I w końcu – być może – znaleźć sposób, by zrozumieć, o co w tym wszystkim chodzi. Na jednym końcu – sama znajomość idei. Na drugim – poznawanie
w praktyce wszystkich narzędzi, dotykanie ich, doświadczanie, połączone z krzykiem niemożności połączenia ich w jedną całość.
A może to wszystko fałsz? Ha! Jaki fałsz?
NLP pozwoliło mi uczyć mój umysł wyławiania z rzeczywistości takich idei, informacji, doświadczeń, które formują pozytywny, stymulujący obraz świata, pomagają tworzyć pełne mocy przekonania na temat własnych możliwości. Zasiało błysk w moim oku, podnosząc tym samym jakość mojego życia na wyższy poziom.